Przez 20 lat obecności naszej armii w tym kraju zginęły 43 osoby. Znane też są częściowe koszty finansowe. Przejdź do głównych treści Przejdź do wyszukiwarki Przejdź do głównego menu Polski rząd nie podjął jeszcze decyzji, jaką kwotę gotowy byłby dołożyć do planowanego funduszu pomocy w stabilizacji Afganistanu po zakończeniu misji NATO - powiedział Radosław Sikorski. Stanisław Wziątek (SLD): Jest to bardzo duży wysiłek i odbywa się kosztem uzbrojenia, przygotowania, szkolenia polskich sił zbrojnych, znajdujących się w kraju. Afgańska misja kosztem Polski x Resort obrony opracował system zachęt, które mają skłonić lekarzy do wyjazdów na misję w Afganistanie - motywować mają ich zarobki przekraczające 20 tys. zł. Jak powiedział PAP w środę szef resortu Bogdan Klich, MON pracuje już nad projektem rozporządzenia. Armia od dłuższego czasu ma problem z obsadą stanowisk wojskowych Misja w Afganistanie. Wyszkolimy dowódców 150 polskich żołnierzy nowej misji NATO Resolute Support dotarło już do bazy w Bagram. wojna w afganistanie. afganistan. wiadomości. Zobacz najciekawsze publikacje na temat: misja w afganistanie zdjęcia. Empik Smartfon Samsung Galaxy A23, 5G, 4/128 GB, czarny . Z kodem "NASZEMIASTO" 10 zł zniżki w Empik.pl przy zakupach za min. 100 zł .Zniżka obowiązuje tylko na produkty sprzedawane przez Empik z wykluczeniem produktów cyfrowych. CebiK. Amerykańskie prywatne firmy wojskowe i wiodący producenci uzbrojenia nie przeżyliby tak spektakularnego rozkwitu, gdyby nie 11 września 2001 roku i najdłuższa wojna w historii Stanów Zjednoczonych. Jeśli ktoś tę wojnę wygrał, to na pewno PMCs (ang. private military contractors). Dlaczego tak się stało? Czemu tak niewiele o tym słyszymy? Czemu państwa używają prywatnych firm wojskowych zamiast lub obok wojska? Wojna to biznes Kluczowym jest pamiętać, że prywatne firmy wojskowe nie istnieją po to, żeby zapobiegać konfliktom zbrojnym. Każda korporacja istnieje bowiem po to, aby generować zysk. PMCs są w stanie zarabiać najwięcej w warunkach konfliktu zbrojnego. Jeśli go zakończą – stracą źródło dochodu. Dlaczego więc miałyby mu zapobiegać? Według obliczeń Brown University, Stany Zjednoczone wydały w Afganistanie ponad 2 biliony dolarów, czyli ok. 300 milionów dziennie. Około 800 miliardów dolarów przeznaczono na bezpośrednie koszty prowadzenia wojny, a 85 miliardów na szkolenie pokonanej przez talibów armii afgańskiej. USA wydały więcej na próby powstrzymania talibów niż majątek netto Jeffa Bezosa, Elona Muska, Billa Gatesa i 30 najbogatszych miliarderów w Ameryce razem wziętych. Lwia część tych pieniędzy trafiła do prywatnych firm wojskowych oraz wiodących producentów uzbrojenia w Stanach Zjednoczonych. Prywatne firmy wojskowe i liczby W Afganistanie oraz Iraku zginęło o 1000 więcej kontraktorów, niż żołnierzy – informacje z kwietnia tego roku mówią o 2448 żołnierzach i 3846 kontraktorach. Czy mówią o tym rządowe statystyki? Oczywiście, że nie. Te informacje ujrzały światło dzienne dzięki dziennikarzom The Washington Post, którzy dotarli do tajnych rządowych dokumentów. Sam koszt szkolenia afgańskiego wojska i policji wyniósł 85 miliardów dolarów. W głównej mierze to właśnie PMCs były odpowiedzialne za szkolenia. Ta gałąź ich działalności rozwinęła się właśnie po 11 września i przynosi miliardowe zysk wojskowym korporacjom. Co istotne – sfinansował to każdy amerykański podatnik. Specjalny Inspektor Generalny ds. Odbudowy Afganistanu (SIGAR) ustalił, że w 2018 roku zmarnowano lub wykorzystano nieuczciwie około 15 miliardów dolarów z funduszy rządowych. Kolejne 8 miliardów dolarów wydano na budynki i pojazdy od 2008 roku. Za logistykę odpowiadały przede wszystkim PMC – to ich zysk. Co oglądać, aby lepiej zrozumieć sytuację w Afganistanie? Zobacz nasze rekomendacje filmowe i serialowe >> Wynagrodzenie kontraktora podczas konfliktu zbrojnego może wielokrotnie przewyższyć wynagrodzenie, które w analogicznych warunkach otrzymałby w wojsku. W Afganistanie kontraktor DynCorp mógł rocznie zarobić ponad 200 tysięcy dolarów – w armii otrzymałby wówczas niewiele mniej niż 50 tysięcy. Za najbardziej wymagające zadania (np. ochronę Hamida Karzaja w Afganistanie) można było zarobić nawet 600 dolarów za zaledwie jeden dzień pracy w tzw. statycznej ochronie przykładu – za przewiezienie VIP-a z lotniska imienia Johna F. Kennedy’ego do Nowego Jorku pracownik PMC otrzyma około 35 dolarów, natomiast za eskortę VIP-a z bazy lotniczej Bagram w Afganistanie do centrum Bagram otrzyma kwotę o wiele większą, ponieważ będzie to około 13 tysięcy dolarów (za jeden kurs). Podczas misji stabilizacyjnej w Afganistanie w latach 2010-2011 żołnierz Polskiego Kontyngentu Wojskowego ubezpieczony był na kwotę 50 tysięcy złotych na wypadek śmierci. W tym samym czasie jego „odpowiednik” z Blackwater ubezpieczony był na 100 tysięcy złotych. Kto zastąpi zachodnie PMCs? Warto podkreślić, że tej wiosny w Afganistanie nadal przebywało około 7000 kontraktorów, którzy pomagali w koordynowaniu afgańskiego wojska i utrzymywaniu porządku w siłach powietrznych. Pytanie nasuwa się samo: czemu Stany Zjednoczone miałyby budować armię, o której wiedziały, że nie będzie w stanie się utrzymać bez kontraktorów? Z perspektywy korporacji odpowiedź jest prosta: przecież zarabiały przez 20 lat, aż do samego końca swojego zaangażowania. A prominentni amerykańscy politycy nierzadko mogli poszczycić się korporacyjnymi udziałami. Przede wszystkim amerykańskie, ale także europejskie PMCs, wyciągnęły z Afganistanu tyle, ile się dało. Teraz znajdą inną wojnę. A tamtą wojnę przejmą inne firmy i inne siły zewnętrzne. Na ich miejsce wejdą rosyjskie, chińskie a i być może ekstremistyczne PMCs, które zarobią na nowej odsłonie konfliktu afgańskiego. Co więcej, nie wejdą tam bez zaproszenia, bo ich pomocy będzie potrzebował każdy, kto w Afganistanie będzie chciał utrzymać zdolne do operowania siły zbrojne. Afgańczycy polegali na kontraktorach we wszystkim, od szkolenia i konserwacji sprzętu po przygotowywania do zbierania danych wywiadowczych czy bliskiego wsparcia lotniczego po logistykę. A że część uzbrojenia wpadła już w ręce talibów, nietrudno przewidzieć, że to szansa dla Chin czy Rosji i zatrudnianych przez Moskwę i Pekin kontraktorów. Rosja już wykorzystuje PMCs w Afryce i Azji Zachodniej (słynna Grupa Wagnera), Chiny wykorzystują je do ochrony Inicjatywy Pasa i Szlaku, a nawet ekstremiści islamscy zabrali się za tworzenie firm, aby szkolić innych bojowników (np. Malhama Tactical). Zawsze znajdzie się firma, która skorzysta na wojnie. Jeśli nie amerykańska, to inna. Co Biden powiedział o Afganistanie i czy miał rację? Przeczytaj naszą analizę >> Dlaczego państwa wolą prywatne firmy wojskowe od armii? Czyli jak wykorzystać błąd systemu i luki w prawie, niszcząc demokrację Po pierwsze, dzięki zaangażowaniu prywatnych firm wojskowych państwo może ukrywać przed społeczeństwem i opinią publiczną prawdziwe koszty wojny – zarówno stricte finansowe, jak i ludzkie. Tego nie ma w rządowych raportach. W Afganistanie i Iraku zginęło więcej kontraktorów niż żołnierzy, ale i tak mówi się głównie o negatywnych skutkach w odniesieniu do tych drugich. O PTSD czy TBI kontraktorów mało kto pamięta, a cierpią na nie w takim samym stopniu, jak żołnierze. A to milczenie państwu pasuje. Po drugie, winę za łamanie prawa czy niepowodzenia państwo może zrzucić na kontraktorów. A potem się ich wyprzeć – tak robił Putin, tak dzieje się na naszych oczach w kontekście Afganistanu (“porażka afgańskich wojsk to wina kontraktorów, którzy nie przygotowali Afgańczyków odpowiednio” – już można usłyszeć takie opinie).Doskonały przykład braku odpowiedzialności za łamanie praw człowieka to np. wojna w byłej Jugosławii. W Chorwacji Amerykanie wykorzystywali PMC do szkolenia Chorwatów, choć ONZ zakazała wspierać którąkolwiek ze stron walczących. Przy okazji, kontraktorzy z MPRI popełniali wówczas zbrodnie wojenne, ale poza jurysdykcją USA, więc ofiary nie doczekały się sprawiedliwości przed amerykańskim sądem. Podobne przypadki miały miejsce w Iraku czy Afganistanie. Z kolei podczas tzw. wojny z terroryzmem firmy takie jak CACI i Titan brały czynny udział w torturach podczas przesłuchań. Po trzecie, jedne organy państwowe mogą kłamać przed drugimi. Tak było w USA podczas wojen w Afganistanie i Iraku. Administracja Busha mogła obejść kongresowe limity dotyczące liczby wysyłanych żołnierzy, a jednocześnie zmniejszyć straty ludzkie w oficjalnych statystykach. Amerykanom taki układ pasował tak bardzo, że po 2003 roku w Iraku proporcja kontraktorów i żołnierzy wynosiła 1:1, a w 2007 kontraktorzy prześcignęli żołnierzy. Wspieraj dziennikarstwo pokoju, wspieraj Salam Lab na Patronite >> Nie istnieje układ, w którym prywatnym firmom wojskowym opłacałby się pokój Prywatni kontraktorzy bogacą się wyłącznie dzięki wojnie, nie pokojowi. Dodatkowo – niszczą demokrację. A to tylko część problemu – są jeszcze producenci uzbrojenia. Zależności tłumaczyć chyba jednak nie trzeba. Według raportu The Intercept, dla pięciu największych amerykańskich producentów uzbrojenia – Boeinga, Raytheonu, Lockheed Martin, General Dynamics i Northrop Grumman – 20-letnia wojna w Afganistanie była „nadzwyczajnym sukcesem”. 10 tysięcy dolarów w akcjach Lockheed Martin, najpotężniejszej na świecie korporacji obronnej, jest obecnie wyceniane na blisko 134 tysiące dolarów. Z kolei gdyby ktoś zainwestował 10 tysięcy dolarów w akcje Boeinga w 2001 roku, dziś byłyby warte prawie 108 tysięcy dolarów. Raytheon w samym 2020 roku zarobił ok. 145 milionów dolarów, podpisując kontrakt z armią amerykańską na szkolenie pilotów afgańskich sił powietrznych. Czy wojenne wydatki mogą się zwrócić? Mogą, ze sporą nawiązką. Zwrot General Dynamics z wojny w Afganistanie wyniósł 625 procent. Z kolei zwrot Northrop Gruman Corp – aż 1196 procent. Nie istnieje układ, w którym prywatnym firmom wojskowym i producentom uzbrojenia opłacałby się pokój. Anna Słania – ekspertka ds. bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego, dziennikarka i doktorantka w dyscyplinie nauk o mediach. Zainteresowana zagadnieniami współczesnych konfliktów zbrojnych, terroryzmu oraz humanitaryzmu. Pracuje w nurcie dziennikarstwa pokoju. Możesz śledzić Annę w mediach społecznościowych. Znajdziesz ją na Instagramie: @annaslania oraz na Facebooku: Źródła: [1] Vice News, Superpower for Hire: Rise of the Private Military, [2] Vice News, Inside the Private Military War Machine, [3] Reż. Nick Bicanic & Jason Bourque, Shadow Company, [4] Business Insider, More US contractors have died in Afghanistan than US troops — but the Pentagon doesn’t keep track, [5] Newsweek, Taliban Didn’t Win in Afghanistan, the Defense Contractors Did, . [6] The Diplomat, Searching for the Next War: What Happens When Contractors Leave Afghanistan?, [7] Professional Overseas Contractors, Private military company pay vs. Army pay, [8] New York Magazine, The Is Leaving Afghanistan? Tell That to the Contractors. American firms capitalize on the withdrawal, moving in with hundreds of new jobs, [9] Firstpost, So who won Afghanistan war? America’s boots on ground didn’t but it’s the suits who made a killing, [10] OpenSecrets, Defense contractors spent big in Afghanistan before the left and the Taliban took control, [11] R. Uesseler, Wojna jako usługa. Jak prywatne firmy wojskowe niszczą demokrację, Warszawa 2008. [12] R. Y. Pelton, Najemnicy XXI wieku, Warszawa 2008. [13] W. Pałka, Kapitalizm, nowe wojny i prywatne firmy wojskowe, Warszawa 2019. [14] E. Prince, Cywilni wojownicy. Najemnicy w ogniu wojny, Warszawa 2014. [15] K. Wójcik, Psy wojen. Od Indochin po Pakistan – polscy najemnicy na frontach świata, Poznań 2017. [16] RAND Corporation, Report: Out of the Shadows. The Health and Well-Being of Private Contractors Working in Conflict Environments, 2013 rok, Obecność polskich żołnierzy na misjach ciągle niestety jest faktem. I dopóki Polska będzie należała do NATO i ONZ, trzeba będzie się z tym liczyć, że nasi chłopcy (i dziewczyny, ponieważ liczba żołnierek w polskiej armii cały czas rośnie) będą wyjeżdżać na zagraniczne misje. Młodych żołnierzy do wyjazdu motywują dwie rzeczy: realna wizja awansu i oczywiście pieniądze. Ile zarabia żołnierz na misji i czy to naprawdę jest tak wiele, jak może się wydawać? Kwoty, które dostają nasi żołnierze w Afganistanie są bardzo zróżnicowane Wszystko oczywiście zależy od stopnia, jaki ma dany żołnierz. Stawki są ustalane przez MON i wynoszą od 7 do nawet 20 tysięcy złotych. Oczywiście 7-10 tysięcy to stawka dla szeregowego żołnierza. Chorąży dostanie już 8-11 tysięcy, a dla generała jest zarezerwowana stawka wysokości mniej więcej 20 tysięcy złotych. To dużo czy mało? Trudno to rozstrzygnąć, ale jedno jest pewne – kwota, którą co miesiąc otrzymują żołnierze na misjach jest nawet kilkukrotnie wyższa niż to, co mają na rękę pracując normalnie w jednostce. Stawki ustalane są przez Ministerstwo Obrony Narodowej (MON). Składają się one z bardzo wielu elementów. W przypadku misji ONZ to oczywiście podstawowe wynagrodzenie, takie samo jak w kraju, ale do tego dochodzą dodatki. Na przykład stawka niezależności zagranicznej, która ma wynagrodzić żołnierzowi to, że znajduje się mnóstwo kilometrów od domu. Dodatkowo dochodzi jeszcze tak zwany dodatek wojenny, który może być wyższy, jeśli żołnierz wykonuje bardzo wiele zadań poza bazą, co oczywiście jest objęte dodatkowym ryzykiem. Oczywiście środki te żołnierz dostaje w całości na konto. Nie płaci kosztów zakwaterowania ani wyżywienia – to wszystko dostaje w bazie wojskowej. Dlatego też takie zarobki niezwykle kuszą. Kilka miesięcy na misji może sprawić, że marzenia o kupieniu mieszkania czy rozpoczęciu budowy domu dla swojej rodziny mogą się ziścić. Jednakże dla wielu osób środki te nie są w żaden sposób warte stresu i ryzyka pojawienia się PTSD (zespołu stresu pourazowego). Na dodatek nie zawsze bliscy chcą się zgodzić na to, by młody żołnierz wyjechał na wojnę. Strach o życie męża, syna czy dziecka i oczywiście tęsknota oraz rozdzielenie na wiele miesięcy są ważnymi czynnikami, które sprawiają, że wiele osób nie zgadza się na wyjazd wojaka za granicę. Oczywiście wyjazd na misję jest dobrowolny i wysyłani są tylko ci żołnierze, którzy wyrazili na to zgodę. Wysokie stawki mają nie tylko żołnierze, lecz także wszystkie osoby cywilne, które są zatrudniane przez Polskie Wojsko do obsługi czy innego rodzaju prac. Przykładem mogą być lekarze, których ciągle w armii brakuje. Na misjach oni także mogą liczyć na naprawdę wysokie stawki. W tym momencie armia jest w stanie zapłacić anestezjologom, chirurgom i ortopedom nawet 20 tysięcy złotych miesięcznie. Kolejną grupą osób, które często są zatrudniane przez polską armię do pracy w strefie działań wojennych, są tłumacze. Ci znający mało popularne języki, jak afgański pasztu czy albański, używany w Kosowie, mogą liczyć na naprawdę wysokie stawki. Dotyczy to zarówno osób po studiach, które mają wykształcenie kierunkowe i certyfikaty, jak i osób, które po prostu hobbystycznie uczyły się języka i mogą pochwalić się jego doskonałą znajomością, ponieważ chętnych do wyjazdu jest bardzo niewielu, więc armia stara się przyciągnąć ich stawką. Dyskusje na temat pozostawania żołnierzy polskich w strefie działań wojennych nie cichną. Do tego dochodzą jeszcze dywagacje na temat tego, czy warto ryzykować życie i zdrowie dla pieniędzy. Warto jednak zostawić je na boku – wiele osób decyduje się na wyjazd na misje z innych względów niż stricte finansowe. Czasami pieniądze mają za zadanie zapewnić bezpieczeństwo rodzinie. Na dodatek wyjazd może oznaczać dla młodego chłopaka możliwość rozwoju zawodowego i awansu. Żołnierz to specyficzny zawód, a uczestnictwo w misjach NATO czy ONZ jest jego częścią. Nikt nie powinien oceniać, czy warto, czy nie warto na nie wyjeżdżać i ferować wyroków na osoby, które się na to decydują. Przemówienie Bidena ws. Afganistanu Kiedy ubiegałem się o prezydenturę, obiecałem Amerykanom, że zakończę nasze zaangażowanie wojskowe w Afganistanie. To było trudne i nieuporządkowane - i tak, dalekie od perfekcji - dotrzymałem tego zobowiązania - powiedział Biden. Nasz zespól do spraw bezpieczeństwa i ja osobiście monitorujemy sytuację w Afganistanie - mówił prezydent USA. Weszliśmy do Afganistanu ponad 20 lat temu z jasnymi celami. Daliśmy radę zmniejszyć obecność Al-Kaidy w Afganistanie, dopadliśmy Osamę bin Ladena. Przez lata mówiłem, że nasza misja powinna jasno koncentrować się na antyterroryzmie. Prowadzimy efektywne misje antyterrorystyczne przeciwko grupom w szeregu krajów, gdzie nie mamy stałej obecności wojskowej, jeśli będzie to konieczne będziemy to robić także w Afganistanie. Nasza misja w Afganistanie nigdy nie miała być budowaniem narodu - stwierdził. Wchodząc w trzecie dziesięciolecie otwartego konfliktu obstaję przy mojej decyzji, nie ma dobrego czasu, aby wycofać nasze siły, dlatego nadal tam jesteśmy - mówił. Wojsko Afganistanu poddało się nie próbując nawet walczyć, wydarzenia ubiegłego tygodnia pokazują, że działania amerykańskie powinny być tam zakończone, nasi żołnierze nie mogą ginąć w wojnie, w której nie chcą walczyć sami Afgańczycy - ocenił. Wierzę głęboko, że było to niesłuszne, gdybyśmy kazali walczyć Amerykanom walczyć o Afganistan tam, gdzie nie chciały robić tego siły Afganistanu. Nasi żołnierze pracują teraz, aby zabezpieczyć lotnisko i będziemy kontynuować tę operację, póki wszystkie loty nie wystartują i nie wylądują - kontynuuował. W najbliższych dniach chcemy przetransportować tysiące Amerykanów, którzy żyli i pracowali w Afganistanie. Naszych ludzi i sojuszników chcemy przenieść w bezpieczne miejsce tak szybko, jak to tylko możliwe, zakończymy najdłuższą wojnę Ameryki po ponad 20 latach rozlewu krwi - dodał. Jestem zasmucony faktem, z którym mamy do czynienia, ale nie żałuję mojej decyzji, aby zakończyć misję w Afganistanie - dodał. Nasza misja była sukcesem, dziesięciolecia pozwoliły nam zmienić historię, ale nie jesteśmy w stanie zmienić Afganistanu, nie mogę prosić naszych żołnierzy, aby walczyli bez końca w wojnie innego kraju - powiedział Joe Biden. Prezydent USA Joe Biden wrócił w poniedziałek z letniej rezydencji w Camp David do Białego Domu, by odnieść się do sytuacji w Afganistanie - podały służby prasowe. Biden od czwartku przebywał poza Waszyngtonem na urlopie. Pierwotnie planował pozostać w Camp David co najmniej do środy. W kwestii Afganistanu prezydent dotąd ograniczał się jedynie do wydania w sobotę oświadczenia, w którym poinformował o wysłaniu dodatkowych żołnierzy do zabezpieczenia ewakuacji na lotnisku w Kabulu. Przekazał również, że przedłużenie pobytu amerykańskich żołnierzy w kraju o rok czy o pięć "nie zrobiłoby żadnej różnicy, jeśli afgańskie wojsko nie jest w stanie utrzymać kontroli nad własnym krajem". Dodał, że umowa zawarta przez jego poprzednika Donalda Trumpa z talibami postawiła go w sytuacji, w której do wyboru miał albo całkowite wycofanie sił USA z Afganistanu, albo wysłanie tam kolejnych. Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję Neta C. Crawford, profesor nauk politycznych Uniwersytetu Bostońskiego, przeanalizowała na łamach The Conversation konflikty dla Costs of War Project – inicjatywy, która skupia ponad 50 naukowców, lekarzy, ekspertów w dziedzinie prawa i praw człowieka, aby przedstawić rachunek ekonomicznych, budżetowych, ludzkich i politycznych kosztów oraz konsekwencji wojen w Iraku i Afganistanie. Jak pisze, liczby same w sobie nigdy nie dadzą pełnego obrazu tego, co się stało, ale mogą pomóc umieścić tę wojnę w odpowiedniej perspektywie. Poniższe dane, niektóre z nich zaczerpnięte z raportu opublikowanego 1 września 2021 roku przez Costs of War Project, pomagają opowiedzieć historię wojny w Afganistanie. Najdłuższa wojna USA? 18 września 2001 roku Izba Reprezentantów USA głosowała 420-1, a Senat 98-0, aby upoważnić Stany Zjednoczone do rozpoczęcia wojny, nie tylko w Afganistanie, ale w otwartym zobowiązaniu przeciwko „osobom odpowiedzialnym za ostatnie ataki na Stany Zjednoczone”. Reprezentantka USA Barbara Lee z Kalifornii oddała jedyny głos przeciwny wojnie. Kongres USA potrzebował 7 dni po atakach z 11 września, by podjąć decyzję i wydać zgodę na wojnę. Liczony od pierwszego ataku na Afganistan do ostatecznego wycofania wojsk konflikt trwa 7 262 dni. Byłaby to najdłuższa wojna USA, gdyby nie to, że Stany Zjednoczone nie zakończyły oficjalnie wojny koreańskiej. Z kolei amerykańskie operacje w Wietnamie, które rozpoczęły się w połowie lat 50. i obejmowały wypowiedzianą wojnę w latach 1965-1975, trwały podobnie długo. Prezydent USA George W. Bush powiedział członkom Kongresu na wspólnej sesji 20 września 2001 roku, że wojna będzie globalna, jawna, ukryta i może trwać bardzo długo. „Nasza wojna z terroryzmem zaczyna się od Al-Kaidy, ale na tym się nie kończy. Nie zakończy się, dopóki każda grupa terrorystyczna o globalnym zasięgu nie zostanie odnaleziona, powstrzymana i pokonana. (...) Amerykanie nie powinni spodziewać się jednej bitwy, ale długiej kampanii, niepodobnej do żadnej innej, jaką kiedykolwiek widzieliśmy” – wówczas powiedział. Kilka tygodni później Stany Zjednoczone rozpoczęły bombardowania Afganistanu. Talibowie poddali się w Kandaharze 9 grudnia 2001 roku. Stany Zjednoczone zaczęły z nimi walczyć ponownie na poważnie w marcu 2002 roku. W kwietniu 2002 roku prezydent Bush obiecał pomoc w zaprowadzeniu „prawdziwego pokoju” w Afganistanie: „Pokój zostanie osiągnięty poprzez pomoc Afganistanowi w stworzeniu własnego stabilnego rządu. Pokój zostanie osiągnięty przez pomoc Afganistanowi w wyszkoleniu i rozwoju jego własnej armii narodowej. I pokój zostanie osiągnięty poprzez system edukacji dla chłopców i dziewcząt, który będzie działał”. Globalna wojna z terroryzmem nie ograniczyła się do operacji w Iraku i Afganistanie. Stany Zjednoczone prowadzą obecnie operacje antyterrorystyczne w 85 krajach. Wojna w Afganistanie: koszty ludzkie Większość żyjących dziś Afgańczyków jeszcze się nie urodziła w momencie rozpoczęcia wojny przez USA. Mediana wieku w Afganistanie wynosi zaledwie 18,4 lat. Wliczając w to wojnę kraju ze Związkiem Radzieckim w latach 1979-1989 i wojnę domową w latach 90-tych, większość Afgańczyków żyje w warunkach niemal ciągłej wojny. Według danych amerykańskiego Biura Statystyki Pracy, w USA jest 980 tys. afgańskich weteranów wojennych. Spośród tych mężczyzn i kobiet, 507 tys. służyło zarówno w Afganistanie, jak i w Iraku. Do połowy sierpnia 2021 roku, 20 722 członków amerykańskiego wojska zostało rannych w akcji w Afganistanie, nie licząc 18, którzy zostali ranni w ataku ISIS-K na lotnisku w Kabulu 26 sierpnia 2021 roku. Spośród weteranów, którzy zostali ranni i stracili kończyny w wojnach po 11 września, wielu straciło więcej niż jedną. Według dr Paula Pasquiny z Uniformed Services University of the Health Sciences, wśród tych weteranów „około 40 proc. do 60 proc. doznało również urazu mózgu. Ze względu na niektóre z wyciągniętych wniosków i innowacji, które miały miejsce na polu walki ... opiekowaliśmy się członkami służby, którzy w poprzednich konfliktach zginęliby”. W rzeczywistości, ze względu na postępy w opiece traumatycznej, ponad 90 proc. wszystkich żołnierzy w Afganistanie i Iraku, którzy zostali ranni w terenie, przeżyło. Wielu z tych ciężko rannych przeżyło rany, które w przeszłości mogły ich zabić. Ogółem w wojnie w Afganistanie zginęło 2 455 członków amerykańskich służb (liczba ta obejmuje 13 żołnierzy amerykańskich, którzy zginęli z rąk ISIS-K w ataku na lotnisko w Kabulu 26 sierpnia 2021 roku). Stany Zjednoczone wypłaciły 100 tys. dolarów w ramach „gratyfikacji za śmierć” uprawnionym spadkobiercom każdego z członków służb poległych w wojnie w Afganistanie – w sumie 245,5 mln dolarów. Ponad 46 tys. cywilów zostało zabitych przez wszystkie strony konfliktu w Afganistanie. Są to bezpośrednie ofiary bomb, pocisków, wybuchów i pożarów. Według danych misji wsparcia ONZ w Afganistanie kolejne tysiące zostały ranne. Liczba Afgańczyków opuszczających kraj wzrosła w ostatnich tygodniach, ponad 2,2 mln przesiedlonych Afgańczyków żyło w Iranie i Pakistanie pod koniec 2020 roku. Agencja Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców podała pod koniec sierpnia 2021 r., że od początku tego roku ponad 558 tys. osób zostało wewnętrznie przesiedlonych, uciekając ze swoich domów przed przemocą. Według ONZ, w 2021 roku około jedna trzecia ludzi pozostających w Afganistanie będzie niedożywiona. Około połowa wszystkich dzieci poniżej 5 roku życia doświadcza niedożywienia. Śmiertelne żniwo obejmuje również setki pakistańskich cywilów, którzy zginęli w ponad 400 atakach amerykańskich dronów od 2004 roku. Ataki te miały miejsce, gdy Stany Zjednoczone starały się zabić przywódców talibów i Al-Kaidy, którzy uciekli i schronili się tam pod koniec 2001 roku po inwazji USA na Afganistan. Pakistańscy cywile ginęli również w ogniu krzyżowym podczas walk między bojownikami a pakistańskim wojskiem. Wojna w Afganistanie: koszty finansowe Jeśli chodzi o budżet federalny, Kongres przeznaczył na wojnę w Afganistanie nieco ponad 1 bilion dolarów dla Departamentu Obrony. Jednak w sumie wojna w Afganistanie kosztowała znacznie więcej. Wliczając wydatki Departamentu Obrony, do tej pory wydano ponad 2,3 biliona dolarów, wliczając w to wzrost podstawowego budżetu wojskowego Pentagonu, wydatki Departamentu Stanu na odbudowę i demokratyzację Afganistanu oraz szkolenie jego wojska, odsetki od pożyczek zaciągniętych na opłacenie wojny oraz wydatki na weteranów w systemie Veteran Affairs. Dotychczasowe łączne koszty opieki medycznej weteranów wojny po 9/11 wynoszą około 465 miliardów dolarów do roku fiskalnego 2022. To nie obejmuje przyszłych kosztów opieki medycznej dla weteranów po 9/11. Jak szacuje Linda Bilmes z Uniwersytetu Harvarda, prawdopodobnie dodadzą około 2 bilionów dolarów do całkowitych kosztów opieki nad weteranami wojen w Iraku i Afganistanie pomiędzy chwilą obecną a 2050 rokiem. Wojna w Afganistanie, podobnie jak wiele innych wojen przed nią, rozpoczęła się od optymistycznych ocen szybkiego zwycięstwa i obietnicy odbudowy po zakończeniu wojny. Mimo ostrzeżeń Busha o długiej kampanii, niewielu myślało wtedy, że będzie to oznaczało dziesięciolecia. Ale 20 lat później Stany Zjednoczone wciąż liczą koszty. PRACA LEKARZY Z MISJĄ Kosowo, Pakistan, Czad, Afganistan, Iran… wiele państw naszego globu nękanych jest każdego dnia przez nieustające klęski żywiołowe, konflikty zbrojne, głód i nędzę. Ludzie je zamieszkujący potrzebują szczególnej opieki lekarskiej. Szanse na to dają im wizyty lekarzy specjalistów przyjeżdżających do pracy w ramach misji medycznych. Wyjazdy tego typu organizowane są przez specjalizujące się w tym fundacje i stowarzyszenia oferujące pracę na na misjach medycznych. Większość z nich stanowi formę wolontariatu. Czas ich trwania to zazwyczaj kilka miesięcy. Organizatorzy najczęściej deklarują pokrycie kosztów przelotu i wyżywienia. Najbardziej znane z fundacji to „Lekarze bez granic” czy “Polska Misja Medyczna”. Jak decyzja dotycząca wyjazdu lekarza do pracy na misję wygląda z perspektywy Europejskiego lekarza? Niewątpliwie jest ona bardzo trudna, wymagająca wielu godzin analiz i przemyśleń. Faktem jest, że wiele osób, które decydują się zaryzykować nie żałują swojego wyboru. Co więcej, ogromny procent decyduje się na kolejne wyjazdy. Taka wyprawa to dla lekarza przede wszystkim nowe doświadczenie, zmierzenie się z samym sobą i własnymi słabościami, a także chęć odmiany życia. Misja to chęć niesienia pomocy tym którzy jej najbardziej potrzebują, ale nie tylko. Co raz częściej znacznie ma także aspekt finansowy. W 2010 roku na przykład Ministerstwo Obrony Narodowej przekonywało naszych lekarzy do podjęcia pracy w Afganistanie kusząc ich zatrudnieniem i pensją przekraczającymi kwotę 20 tys. złotych miesięcznie. Jest to mocny argument dla ludzi wahających się ze względu na rodzinę czy kredyt. Osobną kwestią jest wyobrażenie o takiej misji i wiele pokutujących stereotypów. Większość osób uważa, że taki wolontariat to głównie pomoc rannym żołnierzom. W rzeczywistości pomocy najczęściej potrzebują wygłodzeni i zaniedbani cywile. Bywa też, że lekarze zobowiązani są do pomocy tylko jednej ze stron konfliktu co stawia ich w trudnej sytuacji. Większość z nich kierując się własnym sumieniem i etyką lekarska omija te zakazy, niosąc pomoc każdemu kto jej potrzebuje. Lekarza podejmującego decyzję o wyjeździe czeka też wiele wyrzeczeń związanych głównie z warunkami życia – brak higieny, często ciężkie warunki klimatyczne (upały czy ulewne deszcze), jakość i ilość pożywienia. Okrutne doświadczenia wojny u słabszych psychicznie jednostek wywołać mogą PTSD – zespół stresu pourazowego. Niekiedy misje kończą się z tego powodu przedwczesnym powrotem do domu. Nie mniej jednak reasumując misje mogą przynieść więcej korzyści niż strat. Zarówno stronie udzielającej pomocy medycznej jak i osobom które z niej korzystają. Wyjazd taki pozwala spojrzeć na dotychczasowe życie z nowej perspektywy i docenić to co udało się nam osiągnąć w do tej pory. Ofert pracy i wolontariatów dla lekarzy chcących uczestniczyć w misjach szukać należy na portalach ogłoszeniowych, stronach fundacji i organizacji zajmujących się naborem i organizowaniem tego typu wyjazdów, a także za pośrednictwem biur karier. Oferty pracy dla lekarzy, pielęgniarek, personelu medycznego. Praca w medycynie.

misja w afganistanie zarobki